Aktualnie jesteś:  traktatlizbonski.pl Irlandia powiedziała NIE "Anonimowe mocarstwo"

"Anonimowe mocarstwo"

"Anonimowe mocarstwo" i demokracja

Cały plan wprowadzania konstytucji europejskiej tylnymi drzwiami (traktat lizboński) spalił na panewce z uwagi na wynik referendum w Irlandii. Praktycznie nie spodziewano się, że Irlandczycy mogą powiedzieć "nie", wszak zapisy traktatowe są na tyle niejasne, że wydawało się, iż nikt się w nich nie połapie.

Jednakże w toku dyskusji narodowej coraz więcej ludzi zaczęło przeliczać wielokrotne osłabienie głosu Irlandii w instytucjach unijnych, pojawiły się obawy - wzorem Brytyjczyków - przed wprowadzeniem superpaństwa i stopniową likwidacją kompetencji państw narodowych. Wreszcie niejasność traktatu zaczęto interpretować (i słusznie) na jego niekorzyść, domniemając, że europejska klasa polityczna wprowadza narody w błąd. Pod koniec kampanii referendalnej zorientowano się zatem, iż przeciwników jest więcej i zaczęła się histeria. W panikę wpadł irlandzki rząd, postponowany z pewnością przez kręgi europejskie. Straszony być może redukcją unijnych dotacji sam zaczął straszyć własny naród, że po odrzuceniu traktatu Irlandia przestanie się liczyć w Europie. Dla podgrzania atmosfery zaplanowano parlamentarną ratyfikację traktatu w Finlandii, Estonii, Grecji i to na kilkanaście godzin przed referendum na Zielonej Wyspie. Chodziło zatem o nadanie emocjonalno-histerycznego tonu ostatnim chwilom kampanii.

Odrzucenie traktatu w referendum w Irlandii z pewnością nie zostanie uszanowane przez UE. Pamiętajmy, że podobny wynik w sprawie traktatu nicejskiego zaowocował w tym samym kraju powtórką referendum, przy subtelnej zmianie zapisów traktatowych na korzyść Irlandczyków. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, "w nieoficjalnych w wypowiedziach wszyscy są raczej zgodni: w przypadku odrzucenia referendum przez Irlandię trzeba będzie zakończyć proces ratyfikacji gdzie indziej, a potem zmusić ten mały kraj do ponownego głosowania" (PAP, 10.06.2008). Słowa te miał wypowiedzieć pragnący zachować anonimowość francuski dyplomata. Jak wynika z tonu wypowiedzi, elity europejskie wykazują w swej retoryce olbrzymi zakres szacunku dla mniejszych narodów. Zresztą nie szanują one też woli narodów większych. Przypomnijmy raz jeszcze: kilka lat temu w referendum we Francji i w Holandii został odrzucony traktat konstytucyjny. Traktat lizboński w dziewięćdziesięciu paru procentach jest prostym powieleniem traktatu konstytucyjnego. Dlaczego więc nie robi się ponownego referendum w Holandii i Francji? Ano z obawy, aby traktat znowu nie przepadł. Pamiętajmy, że ciche porozumienie elit europejskich wyklucza możliwość referendum gdziekolwiek. Pamiętajmy, iż do takiego referendum nie doszło też w Polsce. Jakby ktoś pytał, wszystko to oplecione jest niebywale demokratyczną retoryką. "Demokratyczne" zatem jest to, co chcą osiągnąć eurokraci. "Niedemokratyczne" - to, co jest im przeciwne. Ciekawe, że w tej sprawie nie reaguje Europejski Trybunał Sprawiedliwości, tak chętnie stający w obronie tzw. praw człowieka, szczególnie gdy chodzi o "prawo do aborcji". Tu trybunały nie zabierają głosu, wszak hasła demokratyczne są dla naiwnych, naprawdę idzie o budowę nowego ładu europejskiego w postaci superpaństwa o ideologii lewicowej.

Rację należy zatem przyznać tym analitykom, którzy mówią o funkcjonowaniu na gruncie europejskim tzw. anonimowego mocarstwa, tajnej zmowy elit podporządkowanym neoliberalnym siłom wprost dążącym do budowy Stanów Zjednoczonych Europy. O sile tego mocarstwa świadczy decyzja premiera Anglii, który mimo totalnej krytyki, powszechnego domagania się referendum, nie dopuścił do głosowania i wbrew woli narodu traktat został ratyfikowany przez parlament. Doprowadziło to do ogromnego spadku popularności Partii Pracy, ale bardziej liczyło się zadowolenie mędrców anonimowego mocarstwa.

Wszyscy wiedzą, o co toczy się gra, wszyscy jednak udają naiwnych przed społeczeństwem i przed samymi sobie. A gra ma wieloraki wymiar. Z jednej strony chodzi o kariery urzędnicze tych polityków, którzy dostatecznie przysłużą się budowie imperium europejskiego i zechcą pójść na emeryturę polityczną na wysokopłatne unijne posadki, stanowiska pozostające poza wszelką kontrolą społeczną. Z drugiej strony ciągle pozostaje problem tzw. unijnych dopłat dla mniejszych państw. Elity polityczne zdają sobie sprawę, że ewentualne zablokowanie wypłat z budżetu UE dla tych państw, które ośmieliły się okazać eurosceptycyzm, w sposób jednoznaczny osłabiłaby pozycję danej elity w jej własnym społeczeństwie. Z drugiej strony w krajach mniejszych (przykład: Polska) praktycznie cały rynek medialny jest opanowany przez kapitał zewnętrzny. Elity zatem boją się jak ognia niezadowolenia zagranicznych mocodawców medialnych i chcąc nie chcąc, wpisują się w najnowsze projekty unijne. Oczywiście zakulisowo chciałyby spowolnić utratę kolejnych atrybutów swojej władzy, ale wolą, aby to się stało nie ich rękami. W ten sposób nie narażą się na represje. Dlatego z pewnością wielu przywódców mniejszych państw bardzo uradowało się z odrzucenia traktatu reformującego przez Irlandię. Wcześniej jednak nikt nie miał odwagi publicznie tego wyrazić.

Co w takim razie będzie po odrzuceniu traktatu przez Dublin? W sensie formalnym nic. Anonimowe mocarstwo znajdzie metody, by zmusić Irlandczyków do posłuszeństwa. Wydarzyło się jednak po raz kolejny coś na niwie propagandowej. Coraz więcej osób rozumie, że "demokracja" oferowana przez Unię to kompletna fikcja już na poziomie ratyfikacji różnych dokumentów. Nie można się zatem niczego lepszego spodziewać, gdy superpaństwo już ostatecznie powstanie. Można mieć jednak nadzieję, iż po referendum irlandzkim ruch eurosceptyczny w Europie się wzmocni, a narody zaczną się powoli budzić i zapragną żyć w wolności, a nie pod dyktando anonimowego mocarstwa.

Dr Mieczysław Ryba


  • Nasz Dziennik

  •  Najwyższy CzasMichalkiewicz.plkonserwatyzmAspekt PolskiTraktat akcesyjnyMasoneriaŻydzi
    Marzy Ci się nowy dom ?? Projekty domów małych i dużych. kredyt mieszkaniowy zobacz u nas najtaniej
    Strona ma charakter informacyjny, nie ponosimy odpowiedzialności za treść, e-mail: stawropolski@gmail.com
    netBOX - Strony internetowe